Pisze pani na maszynie

Krótkie opowiadanie, miniatura, nawiązujące do powieści Tango z koniem. Kinga rozmyśla nad newsletterem dla klientów, upał i duchota panujące w biurze prawie ją usypiają.

Wszystko już było

Wszystko już było, powtarzałam w myślach. Zaczęłam pisać newsletter dla naszych stałych klientów i brakowało mi zapału do kontynuowania dzieła. Słońce przyświecało przez niedomknięte żaluzje, wróble świergotały na dachu, a ja siedziałam w dusznym biurze nad rozgrzebanym tekstem. Zamknęłam oczy i moje myśli odleciały o całe lata świetlne od tematu pisma, nad którym siedziałam dobrą godzinę. 

Sen i mara… sny o potędze…Neil Armstrong wylądował na Księżycu w stanie hipnozy, więc pobyt na Srebrnym Globie tylko mu się przyśnił. Zaraz… to już kiedyś pisałam. Otworzyłam oczy.

– Pani Gieniu! – zawołałam do otworu w ścianie. – Gdzie jest Zuzanna?
Nasze biura nie miały drzwi. Pan Tadeusz, prezes wydawnictwa Wydajny i Spółka, nie uznawał podziałów i promował swobodny przepływ myśli.W otworze ukazała się głowa sekretarki – jak zwykle uczesana w perfekcyjny kok.
– Dlaczego pani krzyczy, pani Kingo? Głucha nie jestem. Panna Zuzanna jest w pokoju konferencyjnym, rozmawia na Zoomie z autorką.
– Autorką? Czego? – Z zainteresowaniem przeniosłam wzrok z ekranu na naszą sekretarkę.
– Coś z okiem było.


– Acha, Oko Horusa. A o czym rozmawia z Jolą Czemiel?
– O jej najnowszej powieści „Tawerna w małym porcie”. Ukaże się w lipcu.
– U nas? – Ucieszyłam się.
– Nie, w Seqwoi.
Pokiwałam głową.
– Co robi prezes?
– Myśli.

Głowa zniknęła, a ja wstałam od komputera i skierowałam się do biura prezesa.
– Czegoś mi brakuje – oznajmiłam po wejściu do mlecznobiałej przestrzeni szefa. Spojrzał na mnie spod nastroszonych brwi.

– Czego pani brakuje, pani Kingo?
– Nie wiem, zastanawiam się…
– Tak? Proszę usiąść. – Machnął ręką w nieokreślonym kierunku. Pod oknem królowało biurko, a za nim na obrotowym fotelu, spoczywała dostojna postać prezesa. Po przeciwnej stronie stały dziwacznie powyginane krzesła – przywodziły na myśl narzędzia tortur. Usiadłam ostrożnie na skraju jednego z nich.
– Targów mi brakuje! – wykrzyknęłam. Widocznie siedzenie na elektrycznym krześle przyspiesza proces myślowy. – Pojechałabym do Krakowa.
– Pani to tylko by gdzieś jeździła – burknął. – Była pani w Paryżu.
– Przywiozłam panu Tango z koniem.


– I w tym, no, Mikołowie też pani była.
– Z Mikołowa nie wróciłam z pustymi rękami.
– Masz babo placek, same kłopoty z panią. Pani Gieniu – zawołał – ma pani ziółka? Wątroba mi dokucza.
– Co pan powiedział?
– Co powiedziałem? – Prezes zaczął się kręcić w fotelu.
– Masz babo placek. To dobry tytuł na powieść, nie uważa pan?
– Zabiera się pani za pisanie powieści? – Popatrzył na mnie nieufnie. – Chce pani dorabiać do pensji? Budżet mamy ograniczony. A o czym ta powieść?
– Najlepiej kryminał. – Patrzyłam ponad łysą głową prezesa, szukając natchnienia. – Kryminał, w którym narzędziem zbrodni jest placek z wiśniami.
– Pani Kingo, powinna pani wziąć urlop, bo chyba za dużo pani ostatnio pracowała.
– Wybiorę się do Saint Vaast La Hougue! – zawołałam radośnie i opuściłam biuro. Pobiegłam po torebkę, a następnie do windy. Na szczęście nie czekałam na nią długo. Prezes jeszcze mógłby się rozmyślić.

Jeżeli zaciekawiły cię perypetie moich bohaterów, sięgnij po „Tango z koniem” 👉  Tutaj

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments