O Dobrusi, Bezdomności i wypasionej ludzkiej obojętności

Za morzami, za górami, w chatce pod lasem mieszkała Dobrusia. Lubili ją mieszkańcy pobliskiego miasteczka, bo była miła i uczynna. Pomagała ludziom i zwierzętom. Miała zaprzyjaźnionego wilka, któremu kiedyś wyciągnęła kolec z łapy, i od tej pory wilk stał się jej wiernym towarzyszem.

Nikt wieczorami nie odważył się podchodzić pod dom Dobrusi, bo żółte ślepia wilka widać było z daleka.Dobrusia żyła spokojnie. Na koniu Ami jeździła do miasteczka po karmę dla wilka, aby nie polował na owce w pobliskich górach. Koń w dzień pasł się na łące, a na noc Dobrusia zamykała go w boksie ze sporą porcją siana.

Pewnego dnia, kiedy była na zakupach w miasteczku, dowiedziała się od wędrownego grajka, że na Łysej Górze mieszka wielogłowy smok Bezdomność, który porywa i więzi zwierzęta, ale nikt nie umie sobie z nim poradzić. Przykro się zrobiło Dobrusi na myśl o samotnych, opuszczonych zwierzętach żyjących w jaskini na Łysej Górze. Nie wiedziała jednak, co mogłaby zrobić, aby im pomóc.

Wróciła do domu i zaczęła przeglądać stare księgi po prababce Klotyldzie. Szukała rozwiązania problemu. Szukała dzień, szukała dwa, aż trzeciego dnia o świcie wpadła jej w ręce opowieść o smoku wawelskim.

Osiodłała Ami i pogalopowała do miasteczka, do sołtysa, aby przekazać mu informację o tym, jak się pozbyć smoka. Sołtys zebrał radnych i uradzili, że pomogą Dobrusi. Przytroczyli do siodła wypasioną ludzką obojętność, aby było czym smoka nakarmić, z drugiej strony przyczepili worek z niespodzianką. Gdy Dobrusia zapytała, co w nim jest, odpowiedzieli, że dowie się w drodze powrotnej. Może go otworzyć dopiero wtedy, gdy będzie chciała wrócić z Łysej Góry. Miejscowy aptekarz dał jej też fiolkę z lekiem usypiającym, aby nim skropiła ludzką obojętność.

Dobrusia ruszyła w drogę. Nie wiedziała, że wilk pobiegł opłotkami za nią, gdy wybrała się na zakupy.

Jechała, jechała, na początku ptaki śpiewały, słonko świeciło, wietrzyk chłodził, ale im wyżej wjeżdżała, tym mniej widziała ptaków, drzew, roślin, aż zewsząd otoczyły ją nagie skały. Coraz gorzej się czuła, opuścił ją dobry humor, zaczęła wątpić w cel podróży i w sukces wyprawy. Coraz bardziej chwiała się w siodle – to ludzka obojętność zatruwała ją swym jadem.

Wilk, widząc, że Dobrusia coraz bardziej się przechyla, złapał zębami za wypasiony tyłek ludzką obojętność i pognał z nią na szczyt góry. Zostawił łup przed wejściem do jaskini, a sam skrył się za kamieniami.

Z jamy wynurzyła się głowa, a za nią następna i następna. Powietrze przeszył ryk i Bezdomność wypełzła z kryjówki Zobaczyła tłusty kąsek pod nosem i niewiele myśląc, pożarła z gulgotem. Zaczął ją morzyć sen, głowy kiwały się na boki, aż posnęły jedna po drugiej.

W tym momencie Dobrusia wjechała na szczyt góry. Ujrzawszy uśpionego smoka, przy pomocy silnych zębów wilka i mocnych kopyt konia, otworzyła kratę i uwolniła zwierzęta. Nie wiedziała tylko, jak wrócą do miasteczka, gdyż część zwierząt była chora, inne stare, a jeszcze inne kulawe.

Wtedy przypomniała sobie słowa sołtysa i otworzyła worek. W środku były kolorowe spadochrony. Przyczepiła każde zwierzę do spadochronu i razem z podmuchami wiatru opuściła na ziemię.Ludność zebrana na polanie w pobliżu miasteczka oglądała na niebie żółte, niebieskie i zielone, spadochrony i wiwatowała na cześć Dobrusi, która galopem wracała przez łąki do miasteczka.

A smok dalej śpi na szczycie Łysej Góry.

zdjęcia spadochronów, skoków ze spadochronem i dużo więcej: Maciej Załuski

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments